Starożytni też dbali o urodę

Dla starożytnych Egipcjan zachowanie urody było równie ważne, jak zachowanie ciała po śmierci. Ta afirmacja życia i piękna miała dla rozwoju kosmetyki niebagatelne znaczenie – o antycznych kosmetykach i zaskakujących wynikach analizy starożytnego kremu pisze w lutowym numerze \”Świata Nauki\” Agnieszka Krzemińska.

EGIPT – KOLEBKĄ KOSMETYKI

Egipt faraoński można nazwać ojczyzną dermokosmetyki – właśnie tam na dużą skalę zaczęto produkować preparaty upiększające ludzkie ciało. Jak pisze Agnieszka Krzemińska, powołując się na badania Aleksandry Hallmann-Mikołajczak, doktorantki z Uniwersytetu Gdańskiego specjalizującej się w kosmetologii starożytnego Egiptu, gorący i suchy klimat sprawiał, że ciało należało często nawilżać i natłuszczać. Wysuszona słońcem skóra pękała, a pod wpływem brudu jej uszkodzenia zaogniały się i powstawały bolesne, trudnogojące się rany.

W Egipcie występowały różne niezbędne do produkcji kosmetyków minerały – malachit, wapień czy galena. Nie brakowało także wykorzystywanych do tego celu roślin takich jak oliwki, rycynus, moringa, kolibło egipskie, z których wyrabiano oleje i maści. Do produkcji perfum używano rosnących na miejscu kwiatów m.in. lilii, lotosów i jaśminów, a żywicę cedrów i sosen sprowadzano z terenu dzisiejszego Libanu.

SZMINKI NA EKSPORT

Jak wyjaśnia autorka artykułu, Egipcjanie bardzo szybko zaczęli eksportować swoje wyroby kosmetyczne, zwłaszcza czarną szminkę do oczu i aromatyzwowane tłuszcze – odpowiedniki dzisiejszych perfum.

O wartości kosmetyków egipskich na antycznym rynku mogą świadczyć m.in. przekazy ucznia Arystotelesa, Teofrasta (IV-III wiek p.n.e), Pliniusza Starszego (I wiek n.e) i Dioskoridesa z Cylicji I wiek n.e.).

Kosmetyki były dla Egipcjan nie tylko ozdobą. Wiele specyfików upiększających i ich składników uważano za lekarstwa.

Współczesne badania dowiodły, że nałożenie na powieki szminki do oczu (czarnej wytwarzanej na bazie ołowiu i zielonej, dla której bazą był malachit) zmniejszało efekt rażenia palącego słońca i niwelowało niekorzystny wpływ promieni UV, a być może zabijało również bakterie, powodujące jaglicę i zapalenie spojówek – pisze Agnieszka Krzemińska.

MODNA – BIEL TWARZY

Jak wyjaśnia autorka, w starożytności bogate kobiety w celu rozjaśnienia cery stosowały kremy, których głównym składnikiem była biel ołowiowa. Nakładanie na twarz kremów z tym składnikiem należało do dobrego tonu i długo nie łączono go z chorobami, na które zapadały starożytne elegantki.

Dopiero starożytni Rzymianie zaczęli sobie zdawać sprawę ze zgubnego wpływu ołowiu na organizm. W I w p.n.e Witruwiusz w traktacie \”O architekturze księg dziesięć\”, przekonywał o wyższości glinianych rur nad tymi wykonanymi z ołowiu. Pisał on: \”z ołowiu powstaje biel ołowiowa, podobno dla zdrowia szkodliwa. (…) jako przykład mogą służyć pracujący przy ołowiu ludzie, którzy mają cerę bladą\”.

Przełomem okazały się badania naukowców z University of Bristol, którzy dokonali analizy kremu pochodzącego z II wieku n.e. Wyniki zostały opublikowane w listopadzie ubiegłego roku w prestiżowym czasopiśmie \”Nature\”.

TAJEMNICZE KREMY

Archeolodzy pracujący pod kierownictwem Gary′ego Browna na terenie rzymskiej świątyni w Southwark w południowym Londynie, znaleźli pudełko o średnicy 6 cm i wysokości 5 cm, w którym w doskonałym stanie zachowała się biała maść lub krem.

Początkowo naukowcy myśleli, że krem składa się z lanoliny i bieli ołowiowej. Tymczasem skład chemiczny okazał się zupełnie inny.

Jak pisze Agnieszka Krzemińska, badania naukowców prowadzone pod kierunkiem Richarda Eversheda ze School of Chemistry w University of Bristol, ujawniły, że lekko granulowany krem zawierał związki węgla, skrobię i kwasy tłuszczowe.

Badania chromatograficzne i spektromentryczne wykazały, że do kremu nie dodano żadnych perfum.

Największą niespodzianką okazała się analiza grawimetryczna, która dowiodła obecności kasyterytu – ditlenku cynu, a nie jak się spodziewano bieli ołowiowej. To właśnie kasyteryt nadawał skórze białawy odcień.

Znaleziony preparat poddano obróbce. Świadczy o tym biały kolor kremu. Tłuszcz zwierzęcy prawdopodobnie został podgrzany, dla rozjaśnienia go. Skrobię uzyskano zalewając korzenie lub ziarna zboża wrzątkiem. Biały ditenek cyny uzyskano przez podgrzewanie cyny w obecności tlenu.

Angielscy naukowcy wykonali kopie kremu sprzed 2 tys. lat. Po nałożeniu sprawia on wrażenie tłustego, ale pod wpływem ciepła skóry wchłania się i pozostawia jedwabisto-pudrową warstwę.

Istnieją dwie możliwości dlaczego w Brytanii dodawano do kremów zamiast bieli ołowiowej zdrowszego kasyterytu. Albo tamtejsi chemicy zdawali sobie sprawę z toksyczności ołowiu, albo wynikało to z bliskości kopalni cyny w Kornwalii.

Bardziej prawdopodobna wydaje się druga możliwość, chociażby dlatego, że zamieszkujący w Brytanii rzymscy chemicy mieli kłopoty z odróżnianiem ołowiu od cyny. Zamiana tych dwóch składników mogła więc być po prostu przypadkowa – pisze Krzemińska.

Jednak, jak się okazuje zdrowszy cynowy podkład nie wyparł całkowicie z przemysłu kosmetycznego popularnej bieli ołowiowej.

Jak zauważa Agnieszka Krzemińska, była ona używana w Europie jeszcze przez długi czas, także w Wielkiej Brytanii. W XVI wieku stosowała ją także królowa Elżbieta I.

PAP – Nauka w Polsce, opr. Bogusława Szumiec

No Comments

Post A Comment